Ok. 50 pielęgniarek, które domagają się m.in. podwyżek i wzrostu nakładów na służbę zdrowia spędziło noc przed Kancelarią Premiera.
Pięć, które weszły kilkanaście godzin temu do budynku by przekazać petycję, wciąż przebywa wewnątrz siedziby szefa rządu.W środę we wczesnych godzinach porannych rozstawione “minimiasteczko”, składające się z czterech namiotów rozbitych przed ogrodzeniem warszawskich Łazienek vis a vis Kancelarii i kilku ich skupisk na jezdni, gdzie spały kobiety, powoli się ożywia. Na manifestujących czekają gorące napoje i jedzenie. Przed porannym chłodem pikietujący chronią się pod kocami i termicznymi foliami.Na ogrodzeniu Łazienek ponad namiotami wciąż widnieją transparenty: “bunt białych niewolników” oraz “dość pokory i dość nędzy, chcemy godnych nas pieniędzy!”.Jest spokojnie. Policja nie interweniowała. Jak powiedziała dziennikarzom Krystyna Ciemniak z zarządu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, jeśli funkcjonariusze zdecydują się usunąć je siłą będą stawiały opór, choć, jak przyznała, “jeszcze nie wiedzą czy mały i symboliczny, czy bardziej zdecydowany”.Pielęgniarki pytane o powody swojej determinacji mówiły dziennikarzom m.in.: “idą wakacje, jak powiedzieć dzieciom, że nigdzie nie pojadą bo mama za mało zarabia”; “powinnyśmy jak górnicy przyjechać do Warszawy, obrzucić kamieniami i farbą parę budynków, wtedy z nami może też by się liczono”; “czujemy się oszukane, wiele z nas protestuje któryś raz z kolei, za każdym razem władza, niezależnie od opcji nie wywiązuje się z obietnic”.Aleje Ujazdowskie między Placem na Rozdrożu a ul. Klonową są nadal wyłączone dla ruchu. Policja kieruje samochody i miejskie autobusy na trasy objazdów.
Autor artykułu: